• Wpisów:15
  • Średnio co: 152 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 21:35
  • Licznik odwiedzin:5 478 / 2433 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Omg..Sory, że tak długo nie dodawałam odcinka..i pewnie nadal nie dodam..ale teraz wiecie..Chłopak (sprawy miłosne), nauka..(sprawdzian VI kl.) i wgl. Duuużo tg.! Więc, czekajcie cierpliwie..Aga. !
 

 
*Odcinek*
Sory ale odc 6 będzie chwilowo opóźniony. Pytacie czumu... Dlatego, że pisanie opiera się na współpracy mojej i mojej kuzynki, a ponieważ ferie się skończyły to pojechała do sb. Teraz pozostaje współpraca przez GG Dlatego trochę opóźniona No to tyle...
 

 
*konkurs*
Jeżeli odp. poprawnie na pyt. to dostaniesz przedsmak odc 6... XDDD
a)Czym dostał Bruno od Amy ?
b)Jak miał na imię porywacz ?
c)Kogo poznała Amy ? (na imprezie -.-)
d) Ile lat ma Amy ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
*Odc. 5*

Przypomnienie:
Mi się już tak nogi plątały, że ledwo stałam na nogach. Wypiłam dwa piwa, dziewięć drinków i te dwa kieliszki. Urbana nawet mi przyznała, że ledwo co mnie rozumie bo już tak bełkotam. Nagle do sali weszło trzech ochroniarzy. Zgarnęło Meg i Zoe, po czym wyprowadziło je na powietrze. My z Urbaną zszokowane wybiegłyśmy za nimi. Gdy byłyśmy już na powietrzu, okazało się, że żadna z nas nie ma na sobie …
___________________________________

… bluzek! Zszokowane, zaczęłyśmy ich szukać wokół siebie, ale niestety nigdzie ich nie było. Na pewno zostały w klubie, a Zoe i Meg nie miały już więcej tam wstępu. Jedynie ja z Urbaną. Gdy zrobiłyśmy parę kroków, zaczęło mi się strasznie kręcić w głowie. Po drugie zaczęłam chodzić jak straaasznie najebana. Chyba dziewczynom też bo robiły to samo.
- No to co laski? Musimy iść tak do domku.. – bełkotała coś Urbana.
***
*Bruno*
Razem z przyjacielem wyszliśmy ze studia. Wsiedliśmy do mojego samochodu i udaliśmy się do mnie. Amy, pewnie była już w domu.. bo jeszcze nie znałem jej z tej strony aby tak balowała. Nagle Phil, się gwałtownie zatrzymał.
- eee.. Czemu stoimy? – zapytałem, rozglądając się.
Philip, wgapiał się przed siebie, jakby zobaczył właśnie najebane duchy. Nagle rozległ się kawałek ‘ Daj mi tę noc ‘ . Spojrzałem się w ten sam punkt co Phil. Omg.. To Urbana, Zoe, Meg i .. Amy!? Idą przed środek ulicy śpiewając Daj mi tę noc i w dodatku w samych stanikach?! Nie, no to lekka przesada – myślałem. Z biegiem wysiadłem z samochodu, a przyjaciel za mną.
- Do cholery, co wy wyprawiacie ? – zwróciłem się do Amy.
Dziewczyna zaczęła coś bełkotać o Eminemie, imprezie, piwach i zajebistej zabawie. Razem z Philem, nie wiedzieliśmy co robić.
- Ej, Stary.. One mają w sobie więcej alkoholu niż cała ta impreza! – przyjaciel podszedł do mnie. – Co z nimi robimy? Do domu za daleko, a one ledwo stoją. – zdziwił się.
- eeh, nie wiem. – trzymałem Amy, aby się nie przewróciła. – Może chodźmy do tego hotelu, jest zaraz obok.
Phil, przytaknął. Przerzuciłem Amy przez ramię i zaniosłem do samochodu. Phil, zrobił to samo. Już chciałem wziąć Zoe, gdy nagle przewróciła się. Podniosłem ją i zaniosłem do samochodu. Po chwili wróciłem po Meg. Ta chyba była jeszcze w miarę trzeźwa, bo złapała mnie za ramię i sama poszła. Po chwili byliśmy już w hotelu. Wziąłem jeden wielki pokój sześcioosobowy i z dwoma łazienkami i poszliśmy. Meg i Zoe rzuciły się tak jak były na pierwsze lepsze łóżka i zasnęły. Ja Amy, pocałowałem w czoło, choć było to trudne bo alkoholem waliło od niej strasznie i położyłem na łóżku obok mnie. Phil, gdy tylko postawił Urbanę na ziemię ta zaliczyła glebę. Uśmiałem się z tego strasznie, bo przyjaciel z wielkim trudem ją podniósł. Po chwili i my zasnęliśmy.
*Amy, ranek*
Głowa mnie tak waliła, że ledwo co otworzyłam oczy. Usiadłam na łóżku. Zaraz po mnie Urbana, dziewczyny jeszcze smacznie spały. Chwila, gdzie ja jestem. To nie mój dom, nie dom Phila ani Bruna. Co? My jesteśmy w jakimś hotelu? Najwidoczniej.
- Ja pierdole! Ale mnie głowa jebie! – krzyknęłam, łapiąc się głowę.
Nagle, Meg i Zoe się obudziły. Razem wstaliśmy z łóżek aby udać się do łazienki.
- Omg.. Ledwo co stoję! Pamięta któraś coś z wczoraj?! I jak my się tu znalazłyśmy. - zapytała Urb.
- Nie, nic, a nic. – wszystkie odpowiedziałyśmy.
Po chwili z łazienki wyszedł Bruno, owinięty samym ręcznikiem. My wytrzeszczyłyśmy oczy.
- Bruno! Właź tam z powrotem! – wszystkie na raz, krzyknęłyśmy zasłaniając oczy.
Po chwili Bruno się cofnął i powrotem wszedł. Uśmiechnęłam się do dziewczyn i usiadłam na łóżku. Gdy Bruno wyszedł, ja weszłam po nim.
- Dziewczyny! Ale jak my pojedziemy do domów skoro my nie mamy bluzek ? – zaśmiałam się.
- Spokojnie, pomyślałem o tym. – nagle do pokoju wszedł Phil, z torbami.
Jedna z bluzkami dla nas, a druga z jedzeniem. W końcu musieliśmy coś jeść. Ja dostałam białą długą bluzkę z napisem I Love You, Urb, jakąś siwą z nadrukiem a Zoe i Meg, czarne bokserki. Ubrałam się w nią i rozczesałam włosy. Wgl. Nie pamiętałam co się wczoraj stało.
- Bruno ? Możesz mi powiedzieć co się wczoraj stało? – zapytałam, siadając obok niego.
- Hah, no ja nie wiem.. jak wracałaś z imprezy.. dodam, że bez bluzki to cie i resztę z Philem, znaleźliśmy. – powiedział, przytulając mnie.
Wytrzeszczyłam oczy, co ja mogłam wczoraj robić. I tak spędziłyśmy razem w hotelu razem z chłopakami dwa dni. Ponieważ mnie tak bolała głowa i nogi, że ledwo co się pozbierałam. Dziewczyny pojechały pierwsze, bo Meg chciała jeszcze zdążyć do pracy.. A Zoe, na spotkanie z kimś tam. Potem pojechaliśmy my, bo Phil z Urbaną chcieli jeszcze obczaić ten basen. Gdy dojechaliśmy ( do domu Bruna ) od razu, przebrałam tylko spodnie na czarne jeansy i założyłam trampki. Po tym pocałowałam Bruna i poszłam do pracy. Jak zwykle pan Bieberek przywitał mnie jak dla niego słodkim uśmieszkiem.
- No witam, witam.. – podszedł do mnie.
- Cześć. – sarkastycznie odpowiedziałam.
- Stój. – zatrzymał mnie. – Czemu Cię wczoraj nie było?! Chciałem nagrać nową piosenkę, ale oczywiście nie mogłem bo mojej realizatorki nie było! – zaczął się na mnie wydzierać. – Więc..
- Ta.. zwalniasz mnie.. To cześć. – z uśmiechem wyszłam.
- Ale ja chciałem cie tylko zaprosić na kawę! – wrzasnął, usłyszałam to, ale miałam to gdzieś i wyszłam.
Po powrocie do domu, zastałam chrapiącego Bruna w salonie, uśmiechnęłam się na to i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie gorącą czekoladę, usiadłam na krześle i zaczęłam czytać pierwszą lepszą gazetę.. Jak zwykle nic tam nie było.. same brednie albo jakieś plotki. Nagle do kuchni wszedł zaspany Bruno.
- Amy?! A co ty tu robisz? – zapytał, zdziwiony.
- Siedzę, pije i czytam.. – uśmiechnęłam się. – A tak Wgl. To poszłam do pracy.. Bieber mnie zwolnił, bo powiedział.. eh, właściwie to można powiedzieć że sama się zwolniłam. – zaśmiałam się.
- Okej. – uśmiechnął się.
- Masz zamiar do końca dnia, tak przeleżeć.. śpiąc na kanapie? – zapytałam, wstając i obejmując go za szyję.
- Właściwie to mam zamiar zabrać Cię jutro do rodziców na weekend. – zrobił to samo, tylko, że w talii.
- Co ? Chyba sobie żartujesz? A Wgl. Oni mieszają w Los Angeles?
- Nie, na Hawajach. – zaśmiał się.
Zdziwiona, poszłam się spakować. Wzięłam parę spodni, bluzek i trampek. Zajęło mi to dość długo bo praktycznie coś około dwóch godzin. Po tym byłam tak zmęczona, że marzyłam tylko o tym aby iść spać. Dochodziła 200, wiem, że to wcześnie ale i tak jutro samolot mamy o 080… więc miałam dziesięć godzin na porządne wyspanie, po tym co się zdarzyło we wtorek. Bruno jeszcze oglądał jakiś film, który moim zdaniem był taki tandetny, że nawet największy leń by na niego nie spojrzał, po czym położył się spać razem ze mną. Jak zwykle, wtulony we mnie, zasnął. Rano, wstałam około 6:30.. podczas gdy Bruno jeszcze spał, ja wstałam i udałam się do łazienki. Wzięłam 15 minutową kąpiel i wzięłam się za jakiś makijaż.. nie robiłam zbyt dużo więc tylko umalowałam usta cytrynowym błyszczykiem i nałożyłam puder. Następnie poszłam się ubrać. Założyłam jeansowe spodenki, białą bluzkę zawiązywaną na plecy, czarną kamizelkę i białe conversy. Po tym związałam włosy w nieudanego warkocza z tyłu. Gdy wyszłam Bruno nadal spał. Dochodziła 70, a on tak słodko spał, że nie miałam ochoty go budzić ale mus to mus. Podeszłam do niego i szepnęłam mu do ucha, aby wstawał. Jednak to nic nie dało, bo Bruno nadal spał. Uśmiechnęłam się do niego. Po chwili krzyknęłam na niego, jednak on tylko przewrócił się z boku na bok i dalej spał. Uśmiechnięta poszłam do łazienki poszłam do łazienki po pierwszą lepszą szklankę i nalałam do niej wody. Podeszłam do Bruna i chlusnęłam mu w twarz. On przebudził się i spadł z łóżka.
- ej, co jest?! – krzyknął.
Razem z kołdrą leżał na podłodze i gapił się na mnie. Ja wytchnęłam mu język.
- Było wstać, a teraz ubieraj się bo zaraz musimy jechać na samolot. – poszłam do kuchni.
Zrobiłam sobie kawę i Brunowi jakieś kanapki, po chwili musieliśmy już jechać. Około godziny 080 byliśmy już na lotnisku. Wsiedliśmy do samolotu, usiadłam obok Bruna, po chwili usłyszałam dźwięk mojego telefonu.
- Tak ? … Nie, nie kojarzę.. a ty to ? … Dobra, nie rób sobie jaj ! … Co? Ja z tobą?! … Nie, teraz nie bo jadę na Hawaje ale np. w poniedziałek, musze cie zobaczyć. … Okeej, papa. – rozłączyłam się i schowałam telefon do tylniej kieszeni.
- Kto to? – zapytał Bruno, łapiąc mnie za rękę.
- Eminem. – zaśmiałam się.
On spojrzał na mnie wielkimi oczami. I tak zleciał nam cały lot. Ja praktycznie go przespałam, a Bruno najwidoczniej też bo niedawno co się obudził. Gdy wylądowaliśmy na Hawajach, nie zdziwiła mnie okolica. Nie raz tu byłam jak byłam mała z rodzicami. Bruno, wypożyczył dla nas samochód na czas pobytu tutaj. Wsiedliśmy do niego i udaliśmy się w stronę plaży. Po chwili dojechaliśmy już na miejsce, dom był dość duży jak na sześć osób w tym Bruno i ja. Jakoś się musieliśmy pomieścić. Gdy weszliśmy Bruno na początku przywitał swoją mamę mocnym uściskiem.
- A więc to jest ta dziewczyna, o której tak dużo opowiadałeś. – powiedziała, przytulając mnie. – Witaj, Amy.
- Witam. – również ją uścisnęłam i szeroko się uśmiechnęłam.
__________________________________

eeh, nareście to skończyłam. xD
 

 
*Odc. 4*
*Z dedykiem dla: Bruno Mars - My Beautiful World, za to że wgl. czytasz te badziewie!*

Przypomnienie:
- Stać! Policja! – krzyknął jakiś głos.
Policjanci podbiegli do mężczyzn i zakuło ich w kajdanki, po chwili zobaczyłam zza rogu wyłaniającego się …
_______________________________
… Bruna! Podbiegł do mnie.. i przytulił. To znaczy przytulił mnie i słup. W jego ramionach czułam się taka bezpieczna, gdy Bruno odciągnął się ode mnie lekko zdjął mi taśmę i rozwiązał. Trochę się ode mnie odsunął, spojrzałam w jego czekoladowe oczy, jak i on w moje. Rzuciłam mu się na szyje i namiętnie pocałowałam.
- Skarbie, nawet nie wiesz.. jak się martwiłem! – krzyknął, przytulając mnie. – Co oni Ci zrobili ?
Nie mogłam wydusić z siebie chociaż jednego słowa, byłam tak zszokowana, że nie wiedziałam co się dzieje. Po chwili się ocknęłam. Jeszcze raz, mocno przytuliłam ukochanego.
- Na szczęście, jeszcze nic. – wyszeptałam mu do ucha. – Czemu nic nie powiedziałeś o Chanel ? – dodałam, szeroko się uśmiechając.
- eee.. Bo nie chciałem, Chanel to przeszłość. – zaśmiał się.
Po chwili założyłam z powrotem bluzkę, przywitałam Phila, ten mocno mnie przytulił. Kiedy zobaczyłam Zoe i Meg również rzuciłam im się na szyję. Niby nie widziałam ich tylko jeden dzień, ale strasznie się za nimi stęskniłam. Po powrocie do domu znów pojechałam do Bruna. Byłam jeszcze w szoku i do końca nie kontaktowałam zbyt dobrze. Kiedy zostałam sama z Brunem, zaczęłam mu uważnie opowiadać całą tą historię, co się wydarzyło w tej hali. Po chwili lekko zgłodniałam. Poszłam do kuchni, zrobić kolację. Miałam ochotę na coś szybkiego, wyjęłam z lodówki kubełek lodów i zaczęłam jeść. Nagle do kuchni wszedł Bruno.
- Zajadasz się moimi ulubionymi lodami.. ale mi to już nie łaska powiedzieć? – wyjął dużą łyżkę i dołączył się do mnie.
- ej, w lodówce są drugie! Musisz jeść lody razem ze mną? – zaśmiałam się.
- Tak! – wytchnął mi język.
Po chwili wzięliśmy się za jedzenie. Gdy dochodziła 040 nad ranem, zrobiłam się senna, razem z ukochanym poszliśmy na górę. Przebrałam się w krótką lekko dochodzącą do połowy ud fioletową, czarną koszulkę na ramiączka z koronką i czarne figi. Gdy wyszłam Bruno leżał już na łóżku w samych bokserkach. Uśmiechnęłam się do niego i poszłam się położyć. Po drodze jeszcze próbowałam rozczesać ręką moje włosy, które były związane w kucyk. Odwróciłam się na drugi bok i próbowałam zasnąć. Po chwili czułam jak ktoś mnie przytula.
- Bruno.. daj mi spać, jestem zmęczona.. – odwróciłam się w stronę niego.
- Oj, po prostu chce się tobą nacieszyć. – pocałował mnie w policzek.
- Nie widziałeś mnie siedem godzin! – wtuliłam się w jego tors.
- To dużo!
Po chwili wtulona w jego tors, zasnęłam. Obudziłam się o dziesiątej. Chciałam się wtulić do Bruna, ale go nie było. Zastałam tylko kartkę. A na niej:
` Hej, skarbie..jesli mnie kolo ciebie nie ma.. to zapewnie jestem juz na próbie! Love, P.
Trudno, nie ma to nie ma. Poradzę sobie sama. Wstałam i udałam się do łazienki. Umyłam zęby, włożyłam krótkie jeansowe spodenki, długą niebieską bluzkę do połowy uda z twarzą stwora i białe conversy. Rozpuściłam włosy i przewiązałam białą bandaną. W kuchni wypiłam kawę i przegryzłam kanapkę z sercem i ogórkiem. Po posiłku, poszłam włączyć TV. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. Spojrzałam na fona: ` Urbana ` , odebrałam.
- Tak? … Hej, miło cie słyszeć. … Dzisiaj? Zapewne będę miała wolny cały dzień. Bo jak Bruno wróci to walnie się spać, a ja będę siedzieć i się nudzić.. <śmiech> … Czyli? … No spoko, a dzwoniłaś do nie? … Okej, o 200 pod klubem? … Okej, papa.
Po rozmowie, zadzwoniłam jeszcze do Bruna. Powiedział, że musi zostać do późna więc jestem skazana na siebie. Zaczęłam oglądać jakiś tam film kryminalny. O godzinie 160 zaczęłam się przygotowywać. Poszłam do łazienki, aby wziąć kąpiel.. Po tym, umalowałam się i wzięłam się za ubieranie. Założyłam czarną bokserkę z różowym napisem, jeansowe spodenki, czarne wysokie szpilki, pomalowałam paznokcie na róż i wzięłam się za fryzurę. Wyprostowałam je dokładnie i przewiązałam białą bandaną tą którą miałam wcześniej. Nie dodałam jeszcze wcześniej, że miałam przebite na górze ucho, więc włożyłam srebrny kolczyk. No to byłam już gotowa, na zegarku widniała 19:20. Musiałam się już zbierać, aby zdążyć. Samochód miałam odebrać dopiero jutro, więc zostałam skazana na piechotę. Na dworze było dość zimno, zarzuciłam jeszcze czarną skórę. W okolicy było dość dużo klubów, a właśnie ten był ode mnie najdalej. Gdy doszłam dziewczyny, czekały już przed wejściem. Dostałam mały ochrzan za spóźnienie, ale zignorowałam to. Ochroniarza znałam bardzo dobrze i miałam u niego dużą zniżkę. Przywitałam go i weszłam na główną salę. Była ona ogromna, ściany były pokryte czerwoną farbą, podłoga była ze stabilnego drewna a na samym środku wisiała ogromna świecąca kula. Pierwsze co zrobiłam to poszłam do głównego baru, napić się czegoś. Zamówiłam mocnego drinka i zaczęłam pić. Po chwili dosiadła się do mnie Urbana z Meg. Zoe, jak zwykle zanim się czegokolwiek napiła, zaczęła już tańczyć. Po trzecim drinku poszedł do mnie wysoki brunet.
- Hej, zatańczysz? – zapytał, wyciągając rękę.
- Jasne. – szeroko się uśmiechnęłam.
Po chwili poszłam z gościem na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć w rytm piosenek Pewexa. Nie mogę powiedzieć, ale facet naprawdę dobrze tańczył. Przetańczyłam z nim tak jeszcze trzy piosenki po czym się zmęczyłam. Znów poszłam się czegoś napić. Zostałam tam samą Meg.
- Hej, a ty co nie tańczysz, nie pijesz? – zamówiłam kolejnego drinka.
- Ja.. w odróżnieniu do ciebie i Zoe, jutro na 90 mam do pracy, więc Sory, ale nie pije.
Przewróciłam oczami i zamówiłam również jej drinka. Bez zawahania wzięła go i wypiła. Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym usłyszałam dźwięk mojego telefonu. To był SMS od Bruna.
` Hej, przepraszam cie, ale wątpię czy dziś wrócę do domu.. A jak wrócę do bardzo późno, Sory, Kocham cie `
Wzięłam się za odpisywanie:
` Trudno, zresztą ja też wątpię czy wrócę do domu. xD `
Po wypiciu szóstego drinka i dwóch kieliszków 07, znów wzięłam się za taniec. Na początku była to Urbana, potem Zoe, następnie jakiś facet, którego jak już myślałam znałam. Wysoki blondyn, dość przystojny.. ale z drugiej strony Meg i Zoe go wgl. Nie rozpoznawały. Po chwili podeszłam do Urb, aby się jej zapytać.. czy może go kojarzysz.
- Urb, kojarzysz tamtego? – wskazałam palcem na niego.
- Dziewczyno ile ty wypiłaś, że nie poznajesz Eminema?! – zaśmiała się.
Wytrzeszczyłam oczy, czy ja naprawdę jestem już tak pijana, że nie poznałam Eminema?! Okeej, musze już przystopować. Ale z drugiej strony TAŃCZYŁAM Z EMINEMEM!!! Omg.. po chwili wzięłam się za picie następnego. A razem ze mną Urbana.. Zoe i Meg, trochę to dziwnie wyglądało bo jedna zaczęła tańczyć na stole a druga ją dopingować. Chyba naprawdę, były już dobrze napite. Po chwili znów podszedł do mnie ten mężczyzna.
- Hej. – uśmiechnął się i zamówił drinka.
- O heej, zaraz ty jesteś.. – zaczęłam… kończąc siódmego drinka.
- Marshall Bruce Mathers. – dokończył za mnie. Uśmiechnęłam się szeroko.
- No tak, ale ty to Eminem.. no nie? – zaczęłam – Albo jestem już tak nawalona, że biorę ludzi za gwiazdy. – zaczęłam się śmiać.
- Oj, jaka ze mnie gwiazda? Zatańczysz?
- Jaja sobie robisz? A co do tańca to z chęcią. – wstałam, i razem z przyjacielem poszłam na parkiet.
Zaczęłam z nim tańczyć, w rytmy disco polo. No właśnie ten klub miał jedną wadę, a było nią to że leciało same disco. Wkurzało mnie to trochę, bo jak na tak ekskluzywny klub, to było trochę denne. Po piosenkach Marshall wziął ode mnie nr. A ja od niego. Nadal nie wierzyłam, że poznałam najlepszego białego rapera na świecie. Gdy dochodziła północ, byłam już tak nawalona, że nie pamiętałam co się działo jeszcze dwie minuty temu. Meg, przetańczyła już wszystkich facetów.. plus do tego, praktycznie bez butów zaczęła tańczyć na stole. Zoe po chwili dołączyła do niej. Urbana razem ze mną tańczyła (na parkiecie) jak idiotka.. Mi się już tak nogi plątały, że ledwo stałam na nogach. Wypiłam dwa piwa, dziewięć drinków i te dwa kieliszki. Urbana nawet mi przyznała, że ledwo co mnie rozumie bo już tak bełkotam. Nagle do sali weszło trzech ochroniarzy. Zgarnęło Meg i Zoe, po czym wyprowadziło je na powietrze. My z Urbaną zszokowane wybiegłyśmy za nimi. Gdy byłyśmy już na powietrzu, okazało się, że żadna z nas nie ma na sobie …
___________________________________

CDN.. ; *
 

 
*Odc. 3*


Przypomnienie:
Mocno mnie przytuliła i szepnęła do ucha.
- Waż się to spierdolić, a przysięgam, że własnymi rękami Cię zabije.
Uśmiechnąłem się, złapałem Amy za rękę i poszliśmy.
_________________________

*Amy*
Wpadłam do domu Bruna, rzuciłam się zmęczona na łóżko. Bruno, uśmiechnięty położył się obok. Znów utonęłam w jego oczach, po chwili złożyłam na ustach Bruna słodki pocałunek.
- Chodź się gdzieś przejdziemy. – oznajmił Bruno, odrywając się ode mnie.
- Teraz? Jest już po 180.. wszystko pozamykane. Gdzie masz zamiar iść ? – zapytałam.
- np. Na plaże. Poprzytulamy się, popatrzymy na zachód słońca. No chodź, bo inaczej wiesz co cie czeka? – popatrzył na mnie ze złowieszczym uśmiechem.
Po chwili zaczął mnie łaskotać. Nie mogłam powstrzymać śmiechu i zaczęłam się śmiać. Krzyczałam aby przestał, ale to nic nie dawało. W końcu powiedziałam, że pójdę i przestał. Wciągnęliśmy buty i wyszliśmy. Bruno po drodze podpisywał jeszcze parę autografów. A no i parę fot, które ja robiłam. Nawet nie zauważyłam, kiedy nam robili zdjęcia. Gdy doszliśmy na plaże zaniemówiłam. Piasek grzał w nogi niczym bym szła po pustyni. Słońce właśnie zachodziło, więc morze było lekko pomarańczowe. Usiedliśmy na plaży i zaczęliśmy podziwiać. Po chwili zrobiło mi się trochę zimno, widać, że Bruno to zauważył bo usiadł za mną i objął mnie. Od razu zrobiło mi się cieplej. Gdy słońce zaszło o godzinie 19:20 było już zupełnie ciemno. Bruno, dał mi swoją bluzę, była taaka ciepła i pachniała właśnie takimi perfumami jakie lubiłam. Złapałam go za rękę, po czym udaliśmy się do domu. Po drodze nagle zgasły lampy. Puściłam Bruna, po chwili nie mogłam go znaleźć. W ciemności jakiś facet złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Pomyślałam, że to Bruno więc pozwoliłam sobie iść za nim.
*Bruno*
Nigdzie nie mogłem znaleźć Amy, po chwili światła się zapaliły. Nigdzie nie mogłem jej dostrzec, gdzie ona jest.. zacząłem krzyczeć ` Amy ` ! Ale nikt nie odpowiadał, szybko pobiegłem do jej domu. Zapukałem, otworzyła mi Zoe.
- Zoe?! Jest u ciebie Amy? – zapytałem, zdyszany.
- Nie, nie ma miała być z tobą?
- No właśnie miała być, ale byliśmy na spacerze i nagle zgasły światła z lamp. No i jak się zapaliły ona zniknęła. I nie wiem gdzie jest! – zacząłem panikować.
Zdenerwowane Meg i Zoe wybiegły razem ze mną na dwór. Nigdzie jej nie było, zadzwoniłem do Phila, niestety tam też jej nie było. Po chwili przybiegł przyjaciel. Nastąpiła godzina 210. Amy nadal nigdzie nie było, postanowiłem zadzwonić pod 997.
- Halo? Policja? … Zaginęła moja dziewczyna! … Nie wiem jak! … Dobrze, zadzwonie. – rozłączyłem się.
Nie wiedziałem co robić, a policja była zajęta. Chwila! Amy miała moją bluzę zadzwonie po coś co by mogło ją wyczuć. Po pół godzinie przyjechał samochód z psem. Wysoki mężczyzna wyszedł z busa z haskim. Popatrzyłem na niego dziwnie, po chwili podszedł do mnie i zapytał.
- Ma pan coś, co mogłoby mieć jej zapach ?
- eee.. Właściwie to ona ma moją bluzę na sobie.
Pies podszedł do mnie, nachyliłem się aby mógł poczuć zapach moich perfum. Widać było, że pies złapał jakiś trop, ponieważ zaczął iść w kierunku parku.
*Amy*
Kiedy światła się zapaliły, ujrzałam niskiego, grubego, umięśnionego i łysego mężczyznę. Po chwili wsiadłam z nim do samochodu.. ZARAZ, ZARAZ..TO NIE BRUNO! – pomyślałam. Zaczęłam się wyrywać, ale niestety facet był za silny! Krzyczałam, szarpałam się, w końcu zajebałam mu z pięści, ale to też nic nie dało bo wepchnął mnie do samochodu. Znów zaczęłam się wydzierać.
- Do jasnej cholery, zamkniesz wreście ryj?! – krzyknął facet, szybko hamując.
- Nie! Dopóki mi nie powiesz gdzie ty mnie wieziesz łysy frajerze ? – wytchnęłam mu język.
- Gdzieś, a teraz stul pysk.
- Okej. – po chwili znów zaczęłam się wydzierać, gdy gardło zaczęło mnie boleć, z płaczem przestałam.
Że ja głupia nie wzięłam telefonu, oczywiście gdyby Bruno mi nie wypominał, że on mi nie potrzebny to bym go wzięła. Na pewno już wie, że mnie nie ma.. chyba się skapnął. Albo się cieszy, że się mnie pozbył. Znów zaczęłam płakać, ale że miałam zaklejone usta i związane ręce czemu? Bo po pół godzinnym krzyczeniu, wkurzył się na mnie i dla własnego spokoju związał mi ręce i zakleił buzię. Po chwili dojechaliśmy pod dużą, bardzo zniszczoną .. hale sportową? Zdziwiło mnie to. Gdy cała zapłakana wysiadłam z samochodu, z wielkiej rudery, bo tak to można nazwać wyszło jeszcze dwóch facetów. Znów zaczęłam płakać. Jeden był bardzo wysokim może z 190cm, brunetem w jeansach i czarnej bluzie. Drugi, nieco niższy blondyn w dresie. Podeszli do tego co mnie przywiózł, chwilę pogadali po czym najwyższy podszedł do mnie, złapał mnie za podbródek i przyciągnął do siebie.
- Idioto, to nie ona! – krzyknął.
- Jak to nie!? To jest ta nowa laska Marsa! – podszedł do mnie i uważnie się przypatrzył. – To ty chodzisz z Marsem? – zwrócił się do mnie.
Nic nie odpowiedziałam, tylko spojrzałam się na niego zapłakanymi i smutnymi, niebieskimi tęczówkami. Zrobił zdenerwowaną minę i tym razem ten co trzymał mnie za podbródek odezwał się.
- No mów wreście! – znów krzyknął. Wysepleniłam coś przez siwą taśmę. Facet szybko mi ją oderwał, cicho syknęłam z bólu. – Jak tylko coś piśniesz, to znowu ci je zakleję.
- Jak mam ci kurwa powiedzieć czy z nim chodzę czy nie, jak mi usta zakleiłeś baranie?! – po tym oderwałam ręką w twarz. Z zamachem odwróciłam głowę w jego stronę. – Okej, Sory, ale możesz mi przynajmniej powiedzieć co ja tu robię ? – rozglądnęłam się.
- Zobaczysz. – złowieszczo się uśmiechnął.
Po chwili przerzucił mnie przez ramię, zaczęłam go kopać i bić w plecy aby mnie zostawił. Niestety był dla mnie za silny. Najwidoczniej go to nie bolało. Odpuściłam, weszliśmy do długiego za to strasznie zniszczonego korytarzu. Po chwili byliśmy już w wielkiej ciemnej Sali. Nie udało mi się dużo zauważyć, bo było już coś około północy, więc było ciemno. Zdążyłam zauważyć, duże ognisko na środku, jedną zniszczoną ławkę i parę lin. Podszedł ze mną do w pół stojącego drewnianego słupa i przywiązał mnie, tak stabilnie że ledwo mogłam ruszać nogami. Zaczęłam płakać i krzyczeć : POMOCY! Po chwili zakleili mi usta, i związali ręce. Gdy dochodziła 030 rozpalili duże ognisko i na chwilę wyszli. Zrobiło mi się strasznie gorąco, bo byłam zaraz przy nim. Zaraz wrócili z pistoletem w ręku. Największy podszedł do mnie i przystawił mi spluwę do głowy.
- Teraz, jeśli się odezwiesz, lub poruszysz, gruby – wskazał na tego co mnie przywiózł, najwidoczniej to była jego ksywa – rozpieprzy ci łeb, rozum? – uśmiechnął się.
Pokiwałam szybko głową, po chwili zaczął rozpinać mi bluzkę, zaczęłam co raz mocniej płakać, gdy byłam już praktycznie bez niej kopnęłam go nogą w kolano. Odskoczył ode mnie i zrobił zdenerwowaną minę.
- Słuchaj suko wytłumaczę ci coś! – przycisnął mnie ręką do słupa, tak że praktycznie wbijał mi się w plecy – Po pierwsze, teraz powinienem rozwalić ci łeb, ale że jestem dobrym człowiekiem, tylko się z tobą zabawie! Po drugie.. pewnie zadajesz sobie pytanie czemu ja tu jestem.. tak ? – pokiwałam twierdząco głową. – Wiedziałem, a więc może najpierw się przedstawię, nazywam się Richard Lavier. Ty mnie na pewno nie kojarzysz, ale może ci trochę o mnie opowiem. Pewnie jeszcze nie wiesz, kto to Chanel no nie? To ja ci może powiem. To była twojego chłoptasia, gdy ja chodziłem Chanel.. przyłapałem ich razem w łóżku.. powiedziałem, że się kiedyś zemszczę. – w jego oczach stanęły łzy. – Ja ją naprawdę kochałem. A on wszystko zaprzepaścił. – zerwał mi taśmę z twarzy.
- Moje biedactwo – powiedziałam, robiąc smutną minę. – Współczuję, ale czemu chcesz się odegrać na mnie ? – zdziwiłam się.
- Chce aby, Bruno poczuł taki sam ból, jaki ja poczułem. – znów się zdenerwował. Po czym spowrotem zakleił mi usta taśmą. – Teraz, się zabawimy. – złowieszczo się uśmiechnął.
Po chwili zaczął się do mnie dobierać, ściągnął mi całkowicie bluzkę, tak że zostałam w samych spodniach i staniku. Zaczęłam mocno płakać, nie mogłam się ruszyć, zaczął głaskać mnie po szyi, podczas gdy reszta gapiła się na nas i śmiała. Nagle do sali, wbiegło trzech mężczyzn. Ucieszyłam się na ten widok, ale też posmutniałam.. nie widziałam ich do końca.. możliwie, że to był Bruno ale i możliwie, że to byli ich koledzy.
- Stać! Policja! – krzyknął jakiś głos.
Policjanci podbiegli do mężczyzn i zakuło ich w kajdanki, po chwili zobaczyłam zza rogu wyłaniającego się …
_______________________

Omg.. Niedługo ciąg dalszy, może już jutro.. xD Albo dzisiaj zob. jak się wyrobie z czasem! ; *
A tak wgl. Ktoś czyta te wypociny? Bo nie wiem..czy pisać dalej.. heh.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Dom Bruna*
 

 
*Odc. 2*

Przypomnienie:
Założyłam siwą piżamę (krótkie spodenki i bluzka na ramiączka z smerfem), umyłam włosy i zaczęłam myć zęby, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. W piżamie, mokrych włosach i szczoteczce do zębów w buzi poszłam otworzyć. Przekręciłam klamkę i zobaczyłam..
- Bruno?! – prawie wyplułam szczoteczkę.
- Cześć, ciebie też miło widzieć. – sarkastycznie powiedział.
______________________________

Z chęcią bym go teraz pocałowała, gdyby nie ta wredna szczoteczka. Chwila! Co ja wygaduje! Ja go nie lubię, to znaczy lubię..ale jako przyjaciela, ja nie mogę teraz się zakochać..
- Co ty tu robisz? – zapytałam, wyjmując z ust szczotkę.
- A co nie wolno mi odwiedzić przyjaciółki ? – uśmiechnął się, po chwili wyjął moje okulary z kieszeni – A tak wgl. To mam twoje okulary! – krzyknął.
Nie mogłam powstrzymać emocji i rzuciłam mu się na szyje. Bardzo lubiłam te okulary, a że właśnie je odzyskałam.. eeh, jak ja go lubię. Nagle zaczął padać mocny deszcz i grad. Bruno wbiegł niczym poparzony do środka.
- Mam nadzieję, że jesteś samochodem. – powiedziałam, wyglądając przez drzwi. – A jednak nie jesteś, a więc będziesz musiał zostać u mnie. – szeroko się uśmiechnęłam.
- Dzięki, mogę nawet spać na podłodze byłe by..
- Nie przesadzaj, wyciągnę ci materac u mnie, albo kanapa w salonie wybieraj.
- Materac. – pokazał, białe ząbki.
Razem z przyjacielem, udaliśmy się na górę. Bruno poszedł wziąć prysznic i trochę się ogarnąć. Ja weszłam już pod kołdrę gdy nagle z łazienki wyłonił się Bruno w samych bokserkach. Szybko zasłoniłam oczy ręką.
- Omg.. Bruno! Znamy się jeden dzień, a ty już pokazujesz mi się w samych gaciach?! – zaśmiałam się, nie zdejmując ręki z oczu.
- Noo.. – uśmiechnął się i położył się na materacu.
Długo jeszcze rozmyślałam, nie mogąc zasnąć. Co chwila spoglądałam na zegarek 00:30, 00:31, 00:32.. w końcu około godziny 01:40 zasnęłam. Nagle w nocy przebudziłam się, czując jak ktoś ściąga ze mnie kołdrę. Okazało się, że to Bruno ładuje mi się do łóżka. Zignorowałam go i wtuliłam się w poduszkę. Znów poczułam jak ktoś się przybliża i obejmuje mnie w talii..
- Nie za dużo sobie pozwalasz ? – zaptałam, uśmiechając się.
- Oj, tam. – odwzajemnił uśmiech i wtulony we mnie zasnął.
Ja po chwili również wtulona w niego zasnęłam. Rano obudził mnie telefon, mnie jak również i Bruna. Przetarł oczy i usiadł na łóżku. Z wytrzeszczonymi oczami spojrzałam na niego, on się uśmiechnął i kazał mi odebrać. Na wyświetlaczu ujrzałam napis ` Pan Bieberek ` zirytowana, odebrałam.
- Tak ? … Ale jest niedziela! … Ja pierdziele! Okej, będę na 100. … Cześć.
Spojrzałam jeszcze raz na Bruno, wyglądał tak słodko z rozczochranymi loczkami i zaspanym wyrazem twarzy. Słodko się uśmiechnął, znów zapatrzyłam się w jego oczy. Ocknęłam się i poszłam do łazienki ogarnąć się. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i założyłam siwe rurki, białą bluzkę z nadrukiem, czarne conversy oraz czarno białą apaszkę. Uczesałam włosy w luźne, dwie kitki na dole i wyszłam z łazienki. Ujrzałam Bruna zakładającego spodnie i poprawiającego swoje loczki. Uśmiechnęłam się do niego i zeszłam na dół do przyjaciółek.
*W tym czasie u Bruna*
No dobra, ubrałem się, fryzurę trochę poprawiłem i usiadłem na łóżku wyciągając telefon: ` 2 nieodebrane połączenia od: Philip ` . Sam do siebie się uśmiechnąłem i schowałem fona. Nagle usiadłem na czymś twardym. To był pamiętnik, lekko przekręciłem kłódkę i otworzyłem na pierwszej lepszej stronie.
16.05.2012r. … Omg, jak ja go cholernie kocham! , szkoda tylko, ze mam problem z przyznaniem się do tego! ; ( …
*Amy*
Po fascynująco żenującej rozmowie z Zoe i Meg, na temat spania z Brunem poszłam sprawdzić co tam ten zgred wyprawia. Otworzyłam drzwi i ujrzałam go czytającego mój prywatny pamiętnik. Wkurzona krzyknęłam:
- Możesz mi powiedzieć do jasnej cholery, co ty kurwa wyprawiasz ?
- eee.. ja.. – szybko odłożył pamiętnik – Już nic.
- Debilu! To moje prywatne rzeczy nie masz prawa tego czytać! – zaczęłam się na niego wydzierać – wgl. Jak go znalazłeś ?!
- Przepraszam, skarbie.. ja tylko .. go zauważyłem no i ten..tego..no..
- Kurde! Nie skarbuj mi tu – podeszłam do niego – Wasz się mi jeszcze raz tego dotknąć a przysięgam, że cie idioto…
I właśnie w tej chwili poczułam smak jego ust. Musnął lekko moją wargę, po czym zamienił się on w pełni namiętności pocałunek. Lekko go odepchnęłam i spojrzałam znów w jego oczy.
- To co ja mówiłam ? – zapytałam, obejmując go za szyję.
- Coś tam, że jestem debilem! – uśmiechnął się po czym objął mnie w talii.
Po chwili jeszcze raz go pocałowałam. Teraz zdałam sobie sprawę, że naprawdę go kocham. Niestety musiałam już iść do pracy. Razem z ukochanym pojechałam do pracy.
- O której kończysz ? – zapytał Bruno, wychodząc z samochodu i przytulając mnie.
- Eem? Za trzy godziny – uśmiechnęłam się.
Bruno jeszcze raz mnie pocałował po czym odjechał. Weszłam do dużego budynku w którym pracowałam. Przywitał mnie jego ochroniarz, odpowiedziałam i udałam się do sali, pan Justin (bo tak się każe nazywać) siedział na kanapie, z jakimś gościem, który popijał piwo. Sztucznie się uśmiechnęłam i usiadłam przez suwakami. Chłopaki wstali i udali się za szybkę. Nie lubiłam specjalnie tej pracy, ale dobrze płacili aż 5000$ miesięcznie. Plus do tego zarobki Meg, ze studiów i pracy na boku i Zoe w barze.. to mieliśmy już sporą sumkę. Tak, że starczyło nam na utrzymanie siebie, domu, a do tego nawet na jakieś zagraniczne wakacje. Nagrywanie zajęło nam coś około trzech godzin. Albo Bieber się zaciął, albo zapomniał słów, albo jeszcze musiał iść do toalety. Gdy zakładałam już bluzę, aby wyjść.. ktoś mnie zaczepił.
- eej, Może Cie odprowadzić? – zapytał Justin, uśmiechając się – Taka ładna dziewczyna nie powinna wracać sama. – przybliżył się do mnie.
- Nie wracam sama, chłopak po mnie przyjeżdża. – podniosłam brwi.
- A może jednak – położył rękę na moim ramieniu.
- Słuchaj Bieberku, nie płacisz mi za lubienie cie, a za wytrzymywanie z tobą tych trzech godzin – słodko się uśmiechnęłam.
Po chwili do studia wszedł Bruno, Justin najeżył się na jego widok. Pocałowałam go w policzek i wyszliśmy. Czerwony jak burak Bieber, walnął się na kanapę i … chyba zasnął. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy. Bruno położył rękę na moim kolanie.
- Bruno.. gdzie my jedziemy? – zapytałam, widząc, że Bruno jedzie zupełnie w inną stronę niż do mojego domu.
- Do mnie – szeroko się uśmiechnął.
Również się uśmiechnęłam, do domu Bruna, jechało się dość długo. Kiedy wysiadłam zobaczyłam wielki biały dom, nie był kwadratowy, prostokątny czy jeszcze inaczej.. był jakby nie do opisania. Obok niewielki ogród, a za domem basen. Zapięło mi dech w piersiach. Bruno wziął mnie za rękę i zaprowadził do środka. Weszłam na długi biały korytarz z siwym dywanem, obok była kuchnia i przejście do jadalni po drugiej stronie wielka łazienka a za schodami duży biały salon. Na pierwszym piętrze był pokój gościnny, sypialnia Bruna oraz garderoba i pokój z instrumętami. Pierwsze co zrobiłam to poszłam do kuchni się czegoś napić.
- To co robimy? – zapytał Bruno, łapiąc mnie w talii i przyciągając do siebie.
- heem? Oglądamy coś? – zapytałam, wskazując na salon.
Po chwili udaliśmy się do salonu, ukochany wyciągnął stertę płyt. Położył ją na łóżku i dał mi coś do wybierania. Wybrałam pierwszy lepszy horror ` Boogey Man 2 `. Bruno położył się na łóżku a ja obok niego wtulona w jego tors, zaczęłam oglądać. Można powiedzieć, że trochę się bałam, ale w objęciach Bruna nic mi nie groziło. W pewnym momencie tak się przeraziłam, że zaczęłam wbijać swoje paznokcie w jego brzuch.
- Aaaał! – krzyknął, aż praktycznie zwalił mnie z siebie.
- Sory, to z emocji – uśmiechnęłam się.
Gdy skończył się film, było coś około 150, musiałam zadzwonić do przyjaciółek, że niestety nie wrócę na noc. Poszłam do kuchni i zadzwoniłam.
- Hej, Meg? … Em? Chciałam wam powiedzieć, żebyście się nie martwiły, bo nie wrócę na noc … Tak, u Bruna. … Tak, papa.
Gdy weszłam do salonu, zobaczyłam jak Bruno, również rozmawia z kimś przez telefon. Usiadłam na kanapie i zaczęłam jeść zrobiony wcześniej przeze mnie popcorn.
- Musimy jechać do Phila. – oznajmił Bruno, siadając obok mnie.
- Spoko. – uśmiechnęłam się i odłożyłam popcorn.
Włożyłam bluzę, założyłam buty i wyszliśmy. Do domu Phila, nie było zbytnio daleko więc poszliśmy. Przez całą drogę, Bruno mnie obejmował w pasie. Gdy doszliśmy zauważyłam średniej wielkości beżowy dom z czarnym dachem. Zapukaliśmy, otworzyła nam niewysoka brunetka o brązowych oczach. Przywitała Bruna, teraz czas na mnie.
- Urbana, to jest Amy, Amy to Urbana. – mocno mnie przytuliła.
Od początku ją polubiłam. Weszłam na salonu, na kanapie siedział Phil z małym chłopczykiem w jeansach i czapce z daszkiem. Podszedł do nas Phil i z szerokim uśmiechem powiedział.
- Witam, nową przyjaciółkę – w tej chwili Bruno, złapał mnie za rękę – A jednak tylko moją przyjaciółkę. – zaśmiał się.
- Nie przesadzaj. – odpowiedziałam.
Chłopaki poszli do kuchni, obmówić sprawy następnego koncertu. A ja z Urbaną poszłam do Zadecha. Okazało się, że to naprawdę miła dziewczyna. Chłopczyk dziwnie się na mnie patrzył po chwili powiedział:
- Dzień dobly, jestem Zaduch a pani to? – podał mi rączkę.
- Cześć, ja jestem Amy. – uśmiechnęłam się.
- Nowa dziewcyna Bluna? – zapytał, słodkim głosem.
- Tak jakby.
Mały cały czas wypytywał mnie o różne rzeczy, a Urbana przyglądała nam się uważnie.
*Bruno*
Gdy skończyliśmy obgadywanie sprawy dotyczącej koncertu. Poszedłem po Amy, było już późno a my musieliśmy wracać. Pożegnałem się z przyjacielem, Zadechem i przyszła kolej na Urbanę. Mocno mnie przytuliła i szepnęła do ucha.
- Waż się to spierdolić, a przysięgam, że własnymi rękami Cię zabije.
Uśmiechnąłem się, złapałem Amy za rękę i poszliśmy.
*Amy*
 

 
*Odc. 1*


Przetarłam oczy, spojrzałam na zegarek 08:46. Wstałam z łóżka i udałam się do łazienki trochę ogarnąć. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i poszłam do szafy znaleźć jakieś codzienne ubranie. Założyłam czarne rurki, brązową bluzkę z rękawami ¾ oraz z nadrukiem, czarne RayBany i białe conversy. Uczesałam włosy w udanego kucyka i z powrotem wróciłam do pokoju. Schowałam BrackBerry do tylniej kieszeni i zeszłam na dół coś przegryźć. Jak zwykle Megan z Zoe jeszcze smacznie chrapały, tylko ze mnie był taki poranny ptaszek. Lodówka jak co rano pusta, więc pierwsze co zrobiłam to zabrałam portfel, torebkę i siwą bluzę i poszłam do najbliższego supermarketu. Zamknęłam dom i oczywiście musiałam iść na piechotę ponieważ mój samochód przez najebaną Meg od tygodnia siedzi w naprawie. Właśnie mijałam dom mojego nawet lubianego przeze mnie sąsiada, gdy zobaczyłam zaraz, zaraz to BRUNO MARS! Otoczony milionem fanek i ten jego niewinny uśmieszek. No tak, nigdy nie darzyłam go szczególną sympatią a wręcz go nienawidziłam. Kolejna rozpieszczona gwiazdka, nagle ten koleś spojrzał się na mnie. Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej. Już miałam wchodzić do sklepu gdy ktoś złapał mnie za ramię. Szybko się odwróciłam.
- eeej! – krzyknęłam odpychając jego rękę – Czego ty chcesz ? – zobaczyłam przed sobą Bruna.
- Ty wiesz kim ja jestem ? – zapytał, wskazując na siebie.
- No wiem, rozpieszczonym bachorem z kartą kredytową tatusia, który śpiewa nadęte piosenki o miłości jakiej nikt nigdy nie zażył i nie zażyje.. Po prostu kolejna nadęta gwiazdka – zaczęłam się tłumaczyć – Sory, ale musze iść. – odepchnęłam go i weszłam do sklepu.
Otworzyłam duże białe drzwi które prowadziły do pierwszej lepszej kasy. Właśnie miałam iść kupić jakieś lody do przegryzki, gdy ktoś znów złapał mnie za ramię, tym razem trochę mocniej.
- Pogadajmy – krzyknął, omg..Bruno!
Zamachnęłam się mocno i przywaliłam facetowi z liścia tak, że odskoczył z bólu.
- Zostaw mnie w spokoju. – powiedziałam, odchodząc.
Miałam go dosyć, nie lubiłam go a w dodatku on się do mnie przyczepił. Wzięłam te cholerne lody, parę rzeczy do jedzenia i coś do picia plus trzy piwa. Podeszłam do kasy, gdy znów ktoś mnie zaczepił.
- eej, okularnico czekaj!
- Czego ty kurde jeszcze ode mnie chcesz?!
Odwróciłam się i wzięłam pierwszą lepszą rzecz, aby mu przywalić. Okazało się, że to była puszka ananasów. Po chwili puszka upadła a Bruno z wielkim czerwonym guzem skręcił się z bólu. Szybko pobiegłam do kasy i zapłaciłam, wybiegłam ze sklepu i powoli udałam się do domu. Na zegarku widniała 9.30, Zoe i Meg pewnie nie było już w domu bo o tej porze powinny być w pracy. Otworzyłam drzwi, rzuciłam zakupy na blat kuchenny i czym prędzej udałam się do siebie. Usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć co zrobiłam. WŁAŚNIE PRZYWALIŁAM MARSOWI!!! – ta myśl nie schodziła mi z głowy. Po chwil usłyszałam dźwięk mojego telefonu, odebrałam.
- Tak? … Ja pierdole! Bruno? … Czego ty ode mnie chcesz ? … Nie, nie jestem twoją fanką, a tak wgl. To skąd ty masz mój numer?! … No tak, miałam go w kieszeni. … Nie, nie możemy się spotkać, Bruno, po prostu o mnie zapomnij. … To była puszka ananasów. … Bruno, papa. – rozłączyłam się.
Walnęłam się na łóżko niczym ‘ naleśnik na patelnię ‘ i zasnęłam. Przebudziłam się o 13.00, wstałam i udałam się do kuchni. Meg, siedziała na blacie z gazetą w ręku a Zoe z kawą na wysokim krześle.
- O! Wstał nasz miotacz ananasów! – zaśmiała się Zoe.
- O co wam chodzi ? – zdziwiona usiadłam obok przyjaciółki.
- No co? Nasza mała przywaliła, Brunowi w sporzywczaku! – zaczęły jeszcze bardziej się śmiać.
- Ahh… Taka mała akcja, wkurzył mnie chłopak..eej, a wy skąd to wiecie ?!
- Bruno pochwalił się w najnowszym wywiadzie. – Meg, wskazała na telewizor.
Zobaczyłam tam Bruno z wielkim guzem oraz moje foto, ale skąd on miał moje zdjęcie? Eem? Chwilowo nie obchodzi mnie to miałam ciekawsze zajęcia niż zajmowanie się nadętą gwiazdką. Wywróciłam oczami i poszłam zrobić sobie kawy.
- ej! Dziewczyny bym zapomniała! Mam dla nas bilety do klubu One Milion – uśmiechnęła się.
- wow! Z wielką chęcią, a ty Amy? – zapytała, odwracając się w stronę mnie.
- no oookej. – nieśmiało powiedziałam.
- To spotykamy się na dole o 160, a teraz idźcie się przygotować! – krzyknęła Zoe, odkładając kawę.
Odwróciłam się na pięcie i weszłam po długich schodach do siebie. Otworzyłam drzwi do łazienki i przygotowałam sobie kąpiel. Po chwili weszłam do dużej wanny. Zostawiłam sobie czas na relaks. Zamknęłam oczy i odprężyłam się. Gdy wyszłam była już 14:40, usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać co by tu założyć, ale nie. Najpierw makijaż. Podeszłam do dużego lustra i zaczęłam tworzyć. Zrobiłam lekki, ale widoczny makijaż, przypudrowałam nosek i lekko pomalowałam usta błyszczykiem. No to teraz czas na strój. Założyłam krótką, prostą, różową sukienkę przepasaną czarnym paskiem, wysokie czarne szpilki i czarne RayBany. Włosy wyprostowałam i rozpuściłam. No to byłam już gotowa. A no tak! Jeszcze torebka. Wzięłam małą czarną kopertówkę, a że miałam jeszcze pół godziny do zejścia na dół, zadzwoniłam do mamy.
- Hej, mamo! … A tak, chciałam się zapytać co słychać. … Dobrze, właśnie z dziewczynami wybieramy się na … Nie, nie mamo, nie idę na imprezę, idę na eee? Kameralną Posadówkę. … osób? Eee..4? … Tak, ja cb też, papa.
Heh, osób? Może z 400? – zaśmiałam się w myślach. Wybiła 16.00, wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Dziewczyny już na mnie czekały. Zoe, jak zwykle Emo ubrała się w fioletową sukienkę z czarną koronką oraz różą plus założyła czarne rajstopy we wzory i fioletowe szpilki. Megan, założyła błękitną sukienkę z kokardą i dużą ilością brokatu oraz białe szpilki. Niestety musiałyśmy zamówić taksówkę, bo samochodu jeszcze nie odzyskałam.
***
O godzinie 170 byłyśmy pod klubem. Przywitał nas wysoki i tęgi mężczyzna, poprosił bilety i wpuścił nas. Nie mogę uwierzyć, że Meg wydała na nie 600$. Klub był wielki, ściany były pokryte fioletową farbą a podłoga czarnym linoleum. Wraz z przyjaciółkami udałam się do baru. Każda z nas poprosiła o drinka. Po dwóch godzinach tańca i wypiciu trzech drinków zrobiłam się lekko zmęczona i usiadłam. Po chwili przyszedł do mnie wysoki mężczyzna w kapeluszu i koszuli w kratę. Razem z drinkiem, przysiadł się do mnie.
- Mogę się dosiąść ? – zapytał chłopak, siadając obok mnie.
- A rób co chcesz. – z niechęcią odpowiedziałam.
- Ty mnie nie poznajesz, no nie? – uśmiechnął się.
- A powinnam ? – chłopak zdjął kapelusz, wtedy wiedziałam już kto to. – O choolee..to ty, czego ty ode mnie chcesz? Ja Cie nie znam, ty o mnie nic nie wiesz.. więc, pozwolisz, że sobie pójdę – zrobiłam sztuczny uśmiech i wstałam, po chwili złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- No dobra, puszcze cie.. jeśli ze mną zatańczysz.
Przewróciłam oczami i dałam się wyciągnąć na parkiet. Nagle zaczęły lecieć wolne rytmy. Wtuliłam się w tors Bruna, on objął mnie w talii. Poruszaliśmy się wolno w rytm muzyki (Adele – Someone Like You). Gdy piosenka się skończyła uśmiechnęłam się i odeszłam. Po chwili znów przyszedł i z powrotem się dosiadł.
- Czemu ty mnie tak nie lubisz? – zapytał, kładąc rękę na moim kolanie.
- Nie, że Cie nie lubię, po prostu jesteś kolejną gwiazdką za którą szaleje milion ludzi, a w tym moja mama. – szczerze się uśmiechnęłam – Bruno, nie znam Cie i nie wiem jaki jesteś.
- To nie oceniaj mnie po wyglądzie ani po tym kim jestem, a poznaj mnie od środka. – pokazał swoje śnieżnobiałe ząbki. – To jak, zostaniesz moją przyjaciółką?
- Zabrzmiało jakbyś się pytał czy za ciebie wyjdę. – obaj zaczęliśmy się śmiać. – A tak wgl. Jeszcze jedno, jeszcze raz nazwiesz mnie okularnicą a przysięgam, że tym razem oberwiesz rybą.
- Ale ty nosisz okulary! – zobił zdziwioną miną.
- Ale to tylko zerówki! – zaczęłam się śmiać, po chwili zdjęłam okulary okazując swoje niebieskie oczy.
Spojrzałam w jego oczy, lekko się do niego przybliżyłam. To co wtedy czułam było nie do opisania. Nigdy nawet nie pomyślałabym, że Bruno ma takie prześliczne oczy. Jeszcze długą chwilę, spoglądałam w jego czekoladowe tęczówki. Nagle poczułam dłoń Bruna na swoim policzku, czułam już jego oddech na swojej twarzy gdy nagle.
- Joł, Bruno.. – obydwaj, wypadliśmy z transu.
- Kurrw..czego?! – wrzasnął Bruno, aż odskoczyłam.
- Może przedstawisz mnie nowej koleżance? – zaśmiał się nieznajomy.
Zobaczyłam przed sobą, wysokiego faceta w okularach przeciwsłonecznych z lekkim zarostem. Gapił się na nas jakby zobaczył niewiadomo co. Uśmiechnął się do mnie i podszedł.
- Jestem Philip Lawrence, jego – wskazał na Bruna – prawa ręka, pomocna dłoń, oparcie w smutku oraz najlepszy kumpel od początku jego kariery a może i jeszcze przed. A ty to? – podał mi rękę. Uścisnęłam ją i powiedziałam.
- Amy McClaier, jego Eem? ‘ nowa koleżanka ‘. – zrobiłam słodki wyszczerz.
- No jak tu przyszedłem, to coś nie zauważyłem byście mieli przyjacielską rozmowę. – zaśmiał się.
Gadaliśmy jeszcze długo coś około dwóch godzin, poznałam lepiej Bruna przy okazji Phila, dowiedziałam się, że ma narzeczoną Urbanę oraz dwójkę słodkich maluchów Zaimię (pół roku) oraz Zadecha (prawie dwa lata), którego Bruno jest chrzestnym. Po chwili, zawołała mnie Zoe. Przeprosiłam chłopaków i poszłam. A przy okazji, wyciągnęłam od Phila i Bruna numery telefonów.
- Co ? Już idziemy? – zapytałam z niewinnym uśmiechem, podchodząc do dziewczyn.
- Czyli co ? Z Brunciem już okeej ? – Zoe zaczęłam robić dziwne miny.
*Bruno*
Nadal patrzyłem na Amy, nie mogąc oderwać od niej wzroku. A najbardziej od jej cudownych błękitnych oczu. Była taaka piękna, ale zaraz chwila. CO JA WYGADUJE?
- Stary! – krzyknąłem, łapiąc Phila za ramie.
- Co! Kurde, no mów o co kaman ? – zdenerwowany aż stanął naprzeciwko mnie.
- Ja..ja..no..ten..ja..ja..ja..ja się ZAKOCHAŁEM! – krzyknąłem, cały czas myśląc o Amy. – Uhh, nareszcie to z siebie wydusiłem.
- Tak, tak Bruno..znowu się zakochałeś? To już szósta w tym miesiącu a jest dopiero 16 maja! – przewrócił oczami.
- Wiem, wiem..ale to jest takie dziwne uczucie. Gdy ją widzę od razu się śmieje, chce być przy niej, czuć smak jej ust, jej dotyk..
Po chwili zauważyłem okulary Amy leżące obok mnie. Szybko je wziąłem a, że przyjaciółka już poszła schowałem je do kieszeni i postanowiłem jej je oddać.
*Amy*
Jechałam jak zwykle taksówką. Właśnie się skapnęłam, że nie mam przy sobie swoich okularów. Fuck! Musiałam je zostawić na imprezie! – pomyślałam. Weszłam razem z przyjaciółkami do domu, bez słowa Zoe rzuciła buty w kąt i poszła spać, Meg zrzuciła z siebie sukienkę i również poszła do siebie. Ja, że nie byłam jeszcze zmęczona poszła do łazienki przygotować się do spania. Założyłam siwą piżamę (krótkie spodenki i bluzka na ramiączka z smerfem), umyłam włosy i zaczęłam myć zęby, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. W piżamie, mokrych włosach i szczoteczce do zębów w buzi poszłam otworzyć. Przekręciłam klamkę i zobaczyłam..
- Bruno?! – prawie wyplułam szczoteczkę.
- Cześć, ciebie też miło widzieć. – sarkastycznie powiedział.
 

 
*Odcinek*

Odc.1 już dziś o godzinie 000! Mniej więcej, przepraszam, że tak długo..ale dopiero pisze!
 

 
Amy McClaier : Wysoka, szczupła blondynka o błękitnych oczach i małym nosie. Często nosi zerówki. Ubiera się wygodnie i ma swój styl. Pracuje jako realizatorka dźwięku Justina Biebera. Mieszka w L.A, razem ze swoimi dwiema najlepszymi przyjaciółkami Megan i Zoe.

Zoe Salnderev : średniego wzrostu dziewczyna o czarnych włosach z różowymi pasemkami. Jest Emo, ubiera się najczęściej w glany i czarne ciuchy. Chwilowo jest kelnerką w pobliskim barze: U Edd’a.

Megan Work : wysoka, szczupła szatynka o brązowych oczach, najczęściej ubiera luźne bluzki, obcisłe spodnie i wysokie szpilki. Jest na trzecim roku studiów pedagogicznych oraz dorabia na boku razem z Zoe jako kelnerka.

Peter Hernandez (Bruno Mars) : wysoki, dość szczupły brunet o czekoladowych oczach. Przystojny, interesuje się muzyką oraz robi wielką karierę. Razem z najlepszym przyjacielem Philipem Lawrence oraz z zespołem jeżdżą w trasy koncertowe oraz nagrywają piosenki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›